poniedziałek, 14 maja 2012

Rozdział 1

posłuchaj ---> We are Young Fun ft. Janelle Monáe

(perspektywa Kingi)

- Miraa.. no już rusz tą dupę - powiedziałam do przyjaciółki
- Jeszcze chwilę.., to że ty się tak szybko pożegnałaś w tak szybkim tempie nie znaczy, że ja też tak muszę.
Bożeeee... pomyślałam, znając życie się spóźnimy.
"Ostatni pasażerowie lotu 2345 z Warszawy do Londynu proszeni są na odprawe.Samolot odlatuje za 3 minuty."
Zajebiście, pewnie jeszcze ktoś mi czyta w myślach jeszcze tylko tego mi brakowało. Przecież już mam wystarczająco zrytą psyche.Pociągnąłem więc Mirellę za rękaw i biegiem ruszyłyśmy w kierunku bramek.Pomimo tego, że miałam dwie duże walizki i gitare, bieg nie szedł mi aż tak źle czego nie można było powiedzieć, a miała ona tylko dwie też duże walizki.
- Miraaaa!!- krzyknęłam do tyłu-rusz te dupsko bo się jeszcze spóźnimy!
- Oj.. no weź- usłyszałam w odpowiedzi. - ja juz od 3 lat nie trenuje, a ty miałaś ostatni trening trzy dni temu. Chyba jakaś różnica jest- mówiła dalej biegnąc, nie żeby coś, ale szacunek to się jej należy- Boże Wszechmogący jeśli tam jesteś to dziękuje Ci za moje płuca - dodała
Jak zawsze( bo to, że wszędzie się spóźniałyśmy było dla wszystkich normą) wbiegłyśmy do tego samolotu ostatnie.Usiadłyśmy na wyznaczonych miejscach i uspokajałyśmy oddech.
Wyjrzałam więc przez okno, ostatni raz spoglądając na Polskie lotnisko. Tyle wspomnień z tym krajem, tyle.. ehh.. szkoda gadać.
W sumie kto by pomyślał, że ja wraz z Mirką będziemy mieszkały i studiowały w Londynie. Jeszcze 3 lata temu, każdy kto to usłyszał śmiał się z nas, naszego pomysłu i naszych marzeń.Teraz mogłam ich wszystkich pozdrowić środkowym palcem i w sumie to zrobiłam na zakończenie roku szkolnego. Gdy czytali kto gdzie będzie studiował. Gdy wszyscy się o tym dowiedzieli odrazu z Mira zyskałyśmy "przyjaciół", a ja bezczelnie pozdrowiłam ich środkowym palcem, używając grzecznego zwrotu"pierdolcie się".
Mina mojego wychowawcy i całej klasy bezcenna.A jednak warto było tak zakończyć sztuczne znajomości z liceum.
-Kinga- zwróciła się do mnie przyjaciółka wyrywając mnie przy tym z moich inteligentnych rozmyślań.
- Słucham ?
- Wiesz.. od tego momentu czyli już teraz zaczynamy całkiem nowe zycie - łaaał..Mira i te jej "poważne" rozkminy.
- Wiem i coo z tego ? -spytałam ją
- No bo wiesz.. zaczniemy je razem, a razem to zawsze jakoś raźniej niż samemu - powiedziała i także spojrzała kierunku okna. - będzie Ci ich brakować?
- Hmm ?
- Kolejny zawias ? Księżniczko wake up!
- No no no.. myślałam o tym, że...
- Że... ?!
- Weź mi nie przerywaj - powiedziałam z uśmiechem na twarzy - stwierdziałam, że jednak będzie mi brakowało piłki ręcznej i tych wszystkich kretynów, których poznałam w Polsce. I wiesz - ciągnęłam dalej swój wywód - stwierdziłam, że fajnie byłoby znowu grać więc pomyślałam, żeby poszukać w Londynie jakiegoś klubu, żeby móc grać. No i tak się dalej zastanawiałam czy byś nie chciała ze mną spróbować?Nie chciałabyś ze mną spróbować?- spytałam
No bo w sumie to właśnie dzięki piłce ręcznej,a mianowicie na treningach się poznałyśmy.Przez 5 lat razem chodziłyśmy do jednej szkoły tym 3 lata liceum razem w klasie.
A teraz skończyłysmy liceum, zdałyśmy perfekcyjnie matury i jedziemy w pizdu.
-Wiesz.. -usłyszałam w odpowiedzi- wszystko da się załatwić, a jeśli chodzi o mnie.To czemu nie zawsze warto spróbować.
'Prosze zapiąć pasy, za chwilę odbędzie się start samolotu. Życzymy miłej podróży'
Gdy usłyszałyśmy głos stewardesy, zrobiłyśmy to o co nas prosiła po czym złapałyśmy się za ręce. spojrzałyśmy na zegarek 08:08, czyli czas pomyśleć życzenie. Zamknęłyśmy więc oczy, każda z nas pomyślała życzenie i poczułyśmy nagły ucisk żołądka spowodowany startem i wzbiciem się samolotu w powietrze.
- To co razem?-spytała Mira
-Razem - odpowiedziałam
Po chwili włożyłam słuchawki w uszy, zamknęłam oczy i odleciałam w ramiona Morfeusza. Po chwili poczułam jak ktoś szturcha mnie w ramię.Zaczęłam otwierać moje zmęczone oczka i ujrzałam nad sobą twarz Miry.
- Ja pierdole, czego ty chcesz daj mi spać..
- Jaa.. yhym chciałabyś geniuszu. Jesteśmy na miejscu w Londynie więc rusz swoje szanowne cztery litery z tego fotelu
- Dobraa.. ja nie moge zaraz wdupie lacie i to z podeszwami. Żeby człowiek nie mógł się wyspać w samolocie- zaczęłam komentować.
- A ta zaś z tymi laciami- skomentowała Mira i skierowała się w stronę wyjścia poszłam więc za nią.
Po chwili moim oczom ukazało się ogromne lotnisko.
Byłam pod wielkim wrażeniem pomimo tego, że byłam już tu wcześniej. Londyn nadal sprawiał, że zapierało mi dech w piersi.
-Chodźmy krzyknęła Mira, mamy jeszcze dużo roboty.- No tak w sumie racja, dlatego specjalnie przyjechałyśmy tydzień przed rozpoczęciem roku akademickiego by pozałatawiać wszystkie niezbędne formalności.

 * * *

- Ijeee... na zdjęciach nie wyglądał tak pięknie jak teraz na żywo - usłyszałam od Miry.
Własnie stałyśmy przed naszym nowym mieszkaniem, albo prostując domem. Mieszkałyśmy w normalnym domku. Czad, teraz to się zacznie party hard.
- No masz racje - odpowiedziałam - podoba mi się tu, ale wiesz co... zamiast tu sterczeć wole wejść już do środka a ty?
- Ja w sumie też -odpowiedziała.
Wzięłyśmy więc wszystkie nasze toboły i weszłyśmy do środka. I kolejny raz tego dnia zapomniałam o tlenie. Mieszkanie było wprost cudowne, umeblowane w nowoczesnym stylu.
Rzuciłam w kąt graty i pobiegłam na piętro zająć pokój. W sumie Mira mnie uprzedziła i wzięła ten, który był z widokiem na podwórko, mi został ten z widokiem na sąsiedni domek.
Ciekawe kto tam mieszka..pomyślałam, pewnie nikt bo żaluzje sa pozasłaniane. Może nawet i lepiej bo nie będzie mnie nikt podglądywał. Zeszłam na dół po walizki i gitarę i zaczęłam sie rozpakowywać.W szafach miałam tyle miejsca, że to wszystko było tak piękne, że aż nie możliwe. Po chwili do pokoju wparowała Mirella
- Tee.. downie głupi - zaczyna się..
- Co debilu -odpowiedziałam
-Wiedziałaś, że masz osobną łazienkę? - spytała
- Y.. niee.. a co jest?-odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- No raczej, że tak .. o tam za tymi drzwiami - pokazała palcem, odrazu podbiegłam i otworzyłam te drzwi. Boże dziękuje Ci za osobę, która projektowała ten dom.  pomyślałam.
- Kiniaa..- usłyszałam głos Miry zza drzwi prowadzących do mojej osobistej łazienki.
-Czeego? - krzyknęłam
- Tak patrzę i patrzę..
- I co widzisz -  odpowiedziałam jej wchodząc do pokoju
- Że nasze szafki świecą pustkami..
- No iii ?
- Iiiii.
-iiiii..
-I....
-iii..
-Kurwa Kinga nie udawaj tępiej, za 30 minut widzimy się na dole i idziemy na zakupy. W końcu musimy jakoś wyglądać, a ja całego dnia nie zamierzam spędzić leżąc brzuchem do góry.
- Szkoda, bo ja miałam taki zamiar, ale w sumie dobra.. co mi szkodzi
- Fuuuck yeeaaah  - usłyszałam jej krzyk na odchodne.
Wzięłam moje rzeczy do kąpieli i poszłam pod prysznic, w sumie co mi szkodzi. Zakupy z nia zawsze kończyły się jakimś przypałem, więc.. tym lepiej.

* * *

Do domu wróciłyśmy po okołu siedmiu godzinach chodzenia po sklepach. Moje nogi miału już serdecznie dość. Na prawdę czuję podziw i szacunek do kobiet, które potrafią tyle godzin chodzić w szpilkach bo mnie w moich ulubionych Conversach nogi bolały.
Ale po takich zakupach wróciłyśmy obładowane z góry do dołu.
Przybyło nam kilkadziesiąt koszulek, kilka sukienek i spódnic, kilka par butów, kilka par spodni, swetry, marynarki i to co pokochałam odrazu jak ujrzałam na wystawie czyli czerwona bluza z kapturem z Jack Wills'a.



Doobra.. pierwszy rozdział za mną. Może troche nudny i zero akcji, ale to początki. Obiecuje, że kolejne będą już o wiele ciekawsze. Dziękuje za uwage.
K.

P.S
Mam nadzieje, że M się ogarnie i napisze kilka pomysłów na rozdziały.

Dobrej nocyy.. Good night everyone.xx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz